Start
 
Buldering w Machovie PDF Drukuj Email
Oceny: / 5
KiepskiBardzo dobry 
23.08.2011.

Kiedy ostatnio tata wrócił z pracy powiedział:
-    Synku, w pracy mnie nie kochają, więc jedziemy na buldery!

To chyba jakieś dupki, że taty nie kochają, ale ucieszyłem się że pojedziemy razem.
-    Będziemy dużo grać w Lego Indiana Jones? – spytałem.
Tata powiedział, że nie bo będziemy się dużo wspinać. Wtedy ja zacząłem tupać nogami, że to niesprawiedliwe, że ja chcę grać na komputerze. Tata zrobił dziwną minę i powiedział, że weźmiemy komputer i trochę pogramy, ale będziemy też chodzili na głazy. Ucieszyłem się bo bardzo lubię grać w Indiana Jones.
Tata powiedział, że wyruszamy wcześnie rano do Machova i że pojadą z nami wujek Michał z Tymkiem i że będzie bardzo fajnie. Tymek to mój kolega. Jest młodszy i mniejszy ode mnie, ale go bardzo lubię, szczególnie kiedy się popychamy i strzelamy z pistoletów. Mieliśmy wstać wcześnie i nie marudzić przy ubieraniu.
Następnego dnia tata spakował nasze rzeczy do toreb i zaczął wydzwaniać do wujka Michała. Dużo rozmawiali o jakiś pokojach, kwaterach i hotelach. Ja w tym czasie oglądałem bajkę o Pinokio, tym drewnianym chłopcu, któremu rośnie nos jak kłamie, głupia sprawa.  Jak tata skończył rozmawiać zaczął gotować obiad. Po obiedzie (makaron z sosem – mój ulubiony) tata powiedział, że jedziemy sami i żebym pomógł mu znieść rzeczy do samochodu. Trochę pojęczałem, bo chciałem obejrzeć drugą bajkę, ale tata zrobił groźną minę więc zeszliśmy do samochodu, bo obiecał że będziemy słuchali płyty o Mikołajku.
Kiedy przesłuchaliśmy płytę po raz trzeci nadal jechaliśmy. Robiło już się ciemno kiedy tata powiedział:
-    Mam już dość słuchania Mikołajka. Posłuchajmy radia. - i włączył dziwną muzykę.
Kopnąłem parę razy w fotel przede mną i powiedziałem, że chcę Mikołajka i że jestem głodny. Wtedy tata zatrzymał się przy restauracji z wielką literą M. Ta restauracja jest super. Frytki są bardzo słone i bardzo smaczne, kanapki się do niczego nie nadają, ale nie uwierzycie, do każdego obiadu dodają wspaniałe zabawki. Ja wybrałem sobie człowieko-rekina w niebieskim samochodzie. Super miejsce, szkoda że tak daleko od domu.  
Kiedy ruszyliśmy dalej tata włączył mi mały komputerek z bajką o Piotrusiu Panie. Piotruś załatwia w niej Kapitana Haka. I nie wiem dlaczego w pewnym momencie ja też byłem w tej bajce i walczyłem przy boku Piotrusia.
Obudziłem się w dziwnym pokoju. Jak poskakałem chwilę po tacie i nazwałem go śpiochem grubasem, to powiedział że jesteśmy we Wrocławiu i po śniadaniu ruszamy dalej – na głazy.
To było świetne miejsce żeby pograć w Indiana Jones, ale tato nie dał się przekonać.
Po przesłuchania Mikołajka dojechaliśmy na miejsce. Tak twierdził tata, ale głazów nie zobaczyłem. Były za to fajne murki do wspinania. Tata zaczął jęczeć, że musi znaleźć drogę do głazów a nie spotować mnie na murkach i że jesteśmy w Czechach i nie kupi mi lizaka w sklepie o który proszę bo nie ma czeskich pieniędzy, więc się obraziłem. To nie sprawiedliwe, kurcze blade, jedziemy tak daleko żeby się wspinać a tata nie chce mnie spotować ani kupić lizaka.
Potem ruszyliśmy ścieżką pod górę.

Tata miał taki fajny materac na plecach. Nie pozwalał mi jednak usiąść na tym materacu. Zacząłem jęczeć, że mnie bolą nogi, że nie mam siły, jestem głodny i że chcę grać w Indiana Jones. Wtedy tata dał mi kanapkę i powiedział że po powrocie z głazów zagramy w komputer. Ucieszyłem się, pocałowałem tatę i pobiegłem w górę drogi. Tata nie mógł mnie dogonić z tym materacem na plecach i śmiesznie sapał.
Kiedy weszliśmy do lasu wszędzie było mnóstwo kamieni. Były porośnięte grubym zielonym kożuchem, który fajnie się zrywało. Tata powiedział, że to mech i że nie wolno go odrywać chyba że się czyści głaz z bulderem.
-    Ale ja się tu wspinam i dlatego zrywam to zielone – odpowiedziałem i tata powiedział:
-    Nie zdziwię się jeśli przed grą w Indian Jones zafundujemy sobie wielkie porcje lodów, ale najpierw się powspinamy na głazy które są dalej.


Zgodziłem się, bo bardzo lubię lody, szczególnie truskawkowo-czekoladowe i poszliśmy dalej.
I doszliśmy do wielkich głazów. Były naprawdę świetne. Jeden był nawet taki, że można było wygodnie rysować kredkami na kartkach które miał ze sobą tato. Potem tato przyszedł umazany magnezją i powiedział, żebym malował na drugiej stronie tych kartek, bo tam gdzie maluję teraz są ważne informacje. Nie wiem po co oglądać zdjęcia kamieni, jeśli widzi się je przed sobą.

Wszędzie łaziły olbrzymie mrówki i można było z nimi walczyć. Nie wiem tylko dlaczego tata się uparł żebym nie smarował ich magnezją. Wyglądały tak śmiesznie, całe na biało.
Potem poszliśmy na następny kamień, ale nie był już tak fajny bo kredki zjeżdżały w krzaki i ciągle musiałem wołać tatę żeby mi je podawał. On siedział na materacu pod dużym głazem, oklepywał go magnezją i powiedział żebym sam sobie je podniósł, bo się wspina. Nie wiem czemu nie położył materaca pod moim kamieniem. Był dużo wygodniejszy i nie musiałby tyle biegać po kredki.

Kiedy znudziło mi się rysowanie lawy i korytarzy dla Indiana Jones powiedziałem, że chcę wracać grać na komputerze. Tata zrobił dziwną minę i powiedział:
-    Wojtek, przecież dopiero niedawno tu przyjechaliśmy, zrób mi chociaż zdjęcia jak się wspinam.
Więc mu je zrobiłem i zaczęliśmy schodzić w dół. Na prawdę nie wiem dlaczego tato nie chciał mi dać siedzieć na materacu na plecach.


Po zapakowaniu się do samochodu i posłuchaniu kilku przygód Mikołajka dojechaliśmy do dziwnego domu, który wyglądał jak kościół. (kościół to taki dom gdzie wszędzie jest taki pan przybity gwoździami do krzyża, który nazywa się Jezus – dlaczego gwoździami?, to musiało strasznie boleć) Tata powiedział, że jesteśmy w Kudowie Zdrój i  tu mamy wynajęty pokoik, więc spytałem czy możemy już grać w Indiana Jones.
-    Umawialiśmy się najpierw na lody, a może przed lodami zjemy coś normalnego – stwierdził tata.
Przekonałem go, że na frytki i lody możemy przecież pójść po jednej przygodzie Indiany.
Miasteczko, w którym byliśmy było fajne, ale mało było w nim dzieci. Wszędzie ludzie wyglądający jak babcie i dziadkowie, którzy dziwnie się patrzyli jak kopałem takie małe krzaczki na trawnikach. Poszliśmy też do takiej wielkiej sali gdzie woda wypływała ze ściany i tata kazał mi jej spróbować, bo jest bardzo zdrowa. Nie rozumiem jak woda śmierdząca jajami i która paskudnie smakuje może być zdrowa. Nie wypiłem.
Kiedy wróciliśmy do pokoiku położyłem się grzecznie do łóżka. W telewizorze nie było żadnych bajek i tata powiedział że jest już zbyt późno na bajki, bo wszystkie dzieci śpią o tej porze. Więc zagraliśmy jeszcze w Indian Jones i zawinąłem się w kołdrę. Chciałem jeszcze powiedzieć tacie, że nie chce mi się spać, ale zaraz obudziłem się rano.


Po zjedzeniu śniadania – kulki czekoladowe z mlekiem – tata stwierdził:
-    Sprawdziłem w Internecie, że do głazów na których byliśmy wczoraj można dojść z drugi strony i że jest to znacznie krótsza droga.
Dziwne bo poprzedniego dnia twierdził, że Internet nie działa i że nie możemy obejrzeć bajki o Dannym Fantonie.
Kiedy dojechaliśmy samochodem na miejsce tata spiął dwa materace ze sobą (drugi był wujka Michała), zarzucił je na plecy i poszliśmy do głazów.
-    Głazy mogą okazać się wysokie więc dwa materace mogą być potrzebne – powiedział tata.

Droga była krótsza i mijaliśmy świetne biało-czerwone słupki wystające z ziemi. Wtedy tato powiedział, że jesteśmy na miejscu. Rzeczywiście drugi materac się bardzo przydał. Malowanie kredkami na materacu jest dużo przyjemniejsze.

 

Niestety nie było tu mrówek. Były za to muchy, ale latały tylko wokół taty. Powiedział, że to dlatego że niósł dwa materace i się spocił, ale wiedziałem, że spocił się od tego poklepywania kamieni kiedy siedzi na materacu.
Tata ciągle kazał mi się zbierać i przenosiliśmy się w inne miejsce. Nie wiem dlaczego nie mógł się zdecydować na jeden kamień i w końcu się na niego wspiąć.
W końcu trafiliśmy do miejsca gdzie były i mrówki i muchy i osy. Narysowałem tam wspaniały plac zabaw Z RAKIETĄ! Powspinałem się też razem z tatą. Głazy miały śmieszne otworki i chwyty.

Kiedy skończyliśmy tata spojrzał na mapę i powiedział że idąc prosto szlakiem do góry wrócimy do samochodu.
Szliśmy strasznie długo i miałem niesamowitą przygodę. Ze ścieżki wystawał patyk a ja wspinałem się ciągnąc za niego. Tata powiedział, że to może być pułapka i że takie korzenie potrafią się urwać. Wcale długo nie płakałem, a tata stwierdził że miałem dużo szczęścia i po tym dwu metrowym locie będę miał tylko sine ucho.

Potem bawiliśmy się w kolejkę. Tata szedł przodem, ciągną mnie za rękę i głośno sapał. Nie chciał tylko wołać puff, puff jak go prosiłem.
Wszędzie dookoła były tablice z jakimś napisem. Tato powiedział że zabrania on schodzić ze szlaku i jakbyśmy z niego zeszli to policjant mógłby nas ukarać. W końcu dotarliśmy do wielkich skał i nie można było iść dalej do góry. Tato długo oglądał mapę i powiedział, że chyba nie dotarliśmy tam gdzie myślał że dotrzemy ale za to zwiedzimy ciekawy punkt widokowy. Do tego punktu trzeba było wchodzić po specjalnych drabinach i tata strasznie mocno trzymał mnie za rękę. Musi coś zrobić z tym swoim lękiem wysokości. Przecież jak by się poślizgnął to bym i tak nie zdołał go utrzymać.  

Kiedy zeszliśmy po drabinach na dół, tata postanowił, że będziemy musieli przejść wzdłuż skał na skróty. Powiedziałem, że się nie zgadzam, bo tabliczki tego zabraniają i nie chcę żeby ukarała nas policja. Tata zrobił dziwną minę i powiedział, że na pewno nie ma tu teraz żadnych policjantów, a dzięki temu wcześnie wrócimy do domu na obiad i Indiana Jones. Mój tata jest kochany, że pamiętał o grze.
Na skróty były strasznie długie. Tata ciągle wpadał do jakiś dziur, ale mi tam wpadać nie pozwalał. Muchy zaczęły też latać wokół mnie i to było okropne. Po co tata się tak spocił klepiąc skały?
W końcu dotarliśmy do biało-czerwonych słupków. Wkrótce mogliśmy grać w Indiana Jones.
Następnego dnia powiedziałem:
-    Tato może dzisiaj nie pójdziemy na głazy tylko będziemy grali w komputer?
-    Wojtek, przyjechaliśmy się tu wspinać a nie grać, poza tym jak spałeś zepsuł się jeden gamepad.  – odpowiedział.
Zacząłem więc jęczeć i mówić że to niesprawiedliwe i tata popatrzył na swoje dłonie i powiedział, że możemy zrobić sobie dzień przerwy.
-    Nie spędzimy jednak całego dnia przy komputerze tylko pójdziemy na basen i na tor saneczkowy. – powiedział.
-    Strasznie się ucieszyłem, bo co to za frajda wspinać się w lesie kiedy nie można wpadać do dziur.
Pojechaliśmy na tor saneczkowy, gdzie zjeżdżaliśmy długą rynną na małym wagoniku. Tacie się tak podobało, że zgodziłem się zjechać dwa razy.
Kiedy jechaliśmy na basen zaczął padać deszcz i gałęzie z drzew i tata zrobił się bardzo wesoły.
-    Miałeś Wojtek świetny pomysł, że nie poszliśmy się wspinać. Zmoklibyśmy jak kury. – stwierdził.
Na basenie było świetnie. Zjeżdżałem długą zieloną rurą i nauczyłem się zanurzać twarz i patrzeć pod wodą, a po obiedzie mogliśmy już grać.

Następnego dnia mieliśmy już wracać do domu, bo wszędzie było mnóstwo kałuż i z pewnością głazy były mokre, ale tata postanowił że odwiedzimy jeszcze Błędne Skały i że to pod nimi byliśmy jak ostatnio wpadał do dziur w lesie. To rzeczywiście był błąd, że ktoś je tam postawił i nie mogliśmy przez nie szybciej wrócić do samochodu.


Kiedy wchodziliśmy to tych skał dostaliśmy świetny bilet z narysowaną MAPĄ! Tata obiecał, że jak wrócimy to narysujemy też taka mapę kredkami.
W środku było super. Mnóstwo wąskich korytarzy i czasami musiałem tacie pomagać przejść (ale z niego grubas). Jak wyszliśmy tata pozwolił mi patrzeć przez lornetkę.
-    Widzisz Wojtek te domki tam daleko w dole? To Machov. Od przyjazdu odwiedzamy to samo miejsce tylko z różnych stron. – powiedział.


To dziwne, bo przecież dwa dni temu tata twierdził że jesteśmy w Czechach, a dziś że jesteśmy w Polsce.

Droga do domu do Warszawy była strasznie długa, a tata nie chciał włączyć mi Mikołajka. Powiedział, że obaj znamy go na pamięć i lepiej posłuchać Pipi. Trochę się pokłóciliśmy i musiałem zasnąć obrażony, ale jak się obudziłem zatrzymaliśmy się w restauracji z literą M. Teraz mam jeszcze pluszowego Papę Smerfa. Musimy częściej tędy jeździć na wakacje.
Bo naprawdę lubię jeździć z tatą na wakacje się wspinać. Mamy zawsze tyle wspaniałych przygód.
Nie mogę się doczekać kiedy pojedziemy znowu. Tata musi tylko kupić grę Lego Piraci z Karaibów, bo w Indiana Jones przeszliśmy już wszystkie przygody.

 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »